Matematyczny wykres “unieważnienia małżeństwa kościelnego”

https://suprema-lex.com.pl/wp-content/uploads/2016/09/images1.png

Doświadczenie życiowe uczy, że każdy fach przeżywa w pewnym okresie tzw. martwy sezon, tzn. jakiś czas zastoju w działalności spowodowany różnymi czynnikami. Zima ta zazwyczaj wyciszenie w budownictwie i w rolnictwie, handel jest trudniejszy w styczniu, po szaleństwach świątecznych zakupów, w Wielkim Poście pustkami świecą lokale rozrywkowe (a przynajmniej tak być powinno…). Sklepy narciarskie odpoczywają latem, a na basenach mniej osób spotkamy latem. Sklepy z tanią odzieżą sprzedają znacznie mniej, gdy wielkie sieci handlowe organizują wyprzedaże. Takie przykłady można byłoby mnożyć. Owszem, istnieją branże, w których „coś” dzieje się na okrągło, tym niemniej spora część biznesów działa sinusoidalnie.

Zawód prawnika-kanonisty należy do tych, które są stale potrzebne. Rzekłby ktoś, że ludzie się ciągle rozstają, to i roboty nigdy nie brakuje. Niestety, taka jest smutna rzeczywistość. Choć z reguły mało kto chce biec do sądu kościelnego natychmiast po tym, jak jego małżeństwo się rozpadło, to jednak prędzej czy później taki moment nadchodzi. Inaczej niż w prawie cywilnym, gdzie decyzja o rozwodzie zapada zazwyczaj bardzo szybko, prośbę o stwierdzenie nieważności małżeństwa kościelnego często poprzedzają całe lata refleksji. Z mojej praktyki sądowej pamiętam zaledwie kilka takich spraw, gdzie skarga do sądu wpływała zanim jeszcze drugi małżonek zdążył dobrze zamknąć za sobą drzwi. Zawsze były to sprawy małżeństw bardzo krótko trwających, jakby usiłowano jak najszybciej wymazać z kart swojego życia coś, do czego jeszcze nie zdążyło się przywyknąć. Najczęściej zgłaszają się do mnie osoby, których małżeństwo rozpadło się 3-4 lata temu, choć nie brakuje również takich, którzy od kilkunastu, a czasem nawet kilkudziesięciu lat żyją już w nowych związkach (często wówczas bardzo trudno o środki dowodowe, to jednak temat na zupełnie innego posta). Motywy decyzji są różne, począwszy od ogromnej tęsknoty za sakramentem Eucharystii, a skończywszy na zbliżającej się I Komunii Św. dziecka – każdy z nich ma ten sam cel: pragnienie uregulowania swojej sytuacji wobec Kościoła. I wychodząc z tego założenia trzeba by powiedzieć, że w tej pracy nie ma sezonów martwych. To prawda. Ale tak, jak w salonach fryzjerskich liczba klientów wzrasta na wiosnę, a biura podróży przeżywają prawdziwe oblężenie przed wakacjami, tak i praktyka kanonisty pozwala wskazać dwa momenty wzmożonego ruchu.

Pierwszy czas to miesiąc styczeń, z porywem na luty. To czas wizyt duszpasterskich, zwanych potocznie kolędą. To czas rozmów, refleksji, napomnień. Choć różnie dziś mówi się o sensie i potrzebie „wpuszczania księdza do domu”, to jednak okazuje się, że dla wielu jest to czas dodający odwagi i siły. Drugi natomiast moment to miesiące wrzesień i październik. Dlaczego? Nie wiem. Czy wypoczęci ludzie mają więcej zapału do podjęcia walki o samych siebie? Być może. Jakakolwiek jest jednak tego przyczyna, wrzesień już za trzy dni. Życzcie mi zatem dużo sił do pracy!

Może i to Cię zainteresuje...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *