„Tfurca” prawa małżeńskiego i „proboszczowska” dyspensa od prawa naturalnego

https://suprema-lex.com.pl/wp-content/uploads/2016/06/pobrane-1.jpg

Po kilku latach pracy na stanowisku sędziego w trybunale kościelnym zaczęła mi raz po raz świtać zdradliwa myśl, że w tej pracy niewiele już może człowieka zaskoczyć. Jednak tak samo jak szybko się pojawiła, tak szybko odeszła. Przekraczając zatem próg sądu czyniłem to ze świadomością, że rozpoczynający się dzień może zawsze przynieść extreme experience. Tym samym przekonaniem kierowałem się wychodząc do osób świeckich i duchownych z ofertą pomocy kanoniczno-prawnej. Mimo takiego nastawienia nie przypuszczałem, że owe experience będą aż tak extreme. A że ksiądz, który kilka tygodni temu konsultował się ze mną w tej sprawie, wyraził zgodę na jej opisanie, pozwolę sobie na krótką prezentację przypadku, który w ostatnich tygodniach „zahaczył” o Suprema-Lex.

Kilka lat temu w kancelarii parafialnej jednej z parafii dużego wojewódzkiego miasta i znaczącej diecezji pojawiła się para narzeczonych chcących zawrzeć sakramentalny związek małżeński. Przypadek był szczególny, gdyż narzeczony, w wyniku poważnego wypadku z lat dziecięcych, był sparaliżowany od pasa w dół i jak przyznał „nie rusza niczym”. Mając zatem wątpliwości, czy w ogóle możliwy jest „ślub” w jego sytuacji (impotencja uprzednia, trwała, absolutna i organiczna), pragnął sprawę wyjaśnić z proboszczem parafii, który – jakby nie patrzeć, ustanowiony przez biskupa diecezji pasterzem dusz i zarządcą parafii – powinien być kompetentny w rozstrzygnięciu prawnych wątpliwości zakochanych. Proboszcz jednak obiekcji żadnych nie miał i bez „mrugnięcia okiem” przystał na pobłogosławienie związku. Na „nieszczęście” przy niniejszej rozmowie był obecny wikariusz parafii, który wyraził swoje wątpliwości, czy takie małżeństwo będzie ważne, gdyż z wykładów w seminarium pamiętał, iż impotencja jest przeszkodą zrywającą. Proboszcz jednak nie dał wiary młodemu księdzu, tłumacząc to zbyt małym doświadczenie duszpasterskim wikariusza i po wyjściu narzeczonych postanowił sprawę, jak to określił, „wyjaśnić ze specjalistą w prawie kanonicznym – sędzią jednego ze znaczących trybunałów kościelnych w Polsce”. Kilka dni później ksiądz wikariusz dowiedział się personalnie, i od proboszcza i od owego „specjalisty w prawie kanonicznym”, że nie miał racji, gdyż w Kościele katolickim istnieją dwa rodzaje małżeństw, kwalifikowane przez prawo ze względu na cel, i oba są ważne: jedno zmierzające ku wzajemnemu dobru małżonków i drugie zmierzające do zrodzenia potomstwa, a przypadek z kancelarii parafialnej odpowiada pierwszej kwalifikacji. Od tej rozmowy sprawy nabrały tempa. Proboszcz ponownie zaprosił narzeczonych na spotkanie w kancelarii parafialnej, wyraził zgodę na pobłogosławienie związku, a podczas kanonicznego badania narzeczonych, aby – jak to podkreślił – mieć 100% pewność ważności małżeństwa, nakazał ponadto narzeczonej podpisać oświadczenie, iż jest świadoma impotencji narzeczonego i w przyszłości nigdy nie wniesie do sądu duchownego sprawy o „unieważnienie małżeństwa”, natomiast narzeczonemu udzielił pisemnej dyspensy od przeszkody impotencji, załączając ją do protokołu.

Słuchając powyższej historii przeciętny, wierzący katolik mógłby paradoksalnie odpowiedzieć „nie wierzę”, sadząc, że to odosobniony przypadek. Nic bardziej mylnego. Komentarzem do wyżej opisanej historii ze wschodniej ściany Polski niech będzie zatem wydarzenie z jej zachodniej części, której bohaterem także okazał się „wybitny proboszcz, prestiżowej parafii”. Na pytanie: „od jakich przeszkód małżeńskich może dyspensować spowiednik w zakresie wewnętrznym?”, odpowiedział w formie pytania: „z abortusu?”

Może i to Cię zainteresuje...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *