„Święta prawda, tyż prawda i gówno prawda” – czyli słów kilka o trzech rodzajach tischnerowskiej prawdy w procesach o stwierdzenie nieważności małżeństwa

https://suprema-lex.com.pl/wp-content/uploads/2016/07/13690685_1088903414510020_2106280612082198252_n.jpg

„W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Ja N.N. przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Jedynemu, że w sprawie o nieważność małżeństwa zeznania złożę szczerze i prawdziwie, wszystko powiem, a niczego nie zataję. Tak mi dopomóż Panie Boże i ta święta Boża Ewangelia”. Tak brzmią słowa przysięgi, którą składają strony i świadkowie przed złożeniem zeznań w sądzie kościelnym. Fale niosą słowa, ręka dotyka położonej Świętej Biblii, oczy wpatrzone w Krzyż, znak zwycięstwa Chrystusa-Prawdy nad ojcem-kłamstwa i w końcu podpis pod formułą przysięgi – ten własnoręczny, jedyny, niepowtarzalny, o wyjątkowym charakterze. Kiedy sięgam pamięcią do czasu praktyki w Sądzie Metropolitalnym Warszawskim i ponad dziesięcioletniej pracy w Trybunale w Poznaniu, trudno mi policzyć, ile było tych przysięg. A później zeznania… Jak różny gatunek prawdy one niosły.
Spotykając się w sądzie na przesłuchaniach z „żywym materiałem ludzkim” często odnosiłem wrażenie, że opisywana rzeczywistość małżeństwa przeszła lifting wykonany ręką magistra akademii sztuk pięknych lub przynajmniej porządnego przylukrowania przez fachowego cukiernika. Czy to atmosfera przesłuchania i sądu działała tak na petenta, czy osoba sędziego-księdza tak paraliżująco wpływała na osoby? Nie mi to oceniać. Pewne jest jedno, takie „kolorowe” zeznania zazwyczaj kończyły się „czarnym” scenariuszem w postaci negatywnego wyroku. A później płacz, krzyk, rozpacz – „ja chciałam to przedstawić dosadniej, ale jak „w taki sposób” i „o takich rzeczach” mówić przy księdzu”? A no tak… bo ksiądz to jakby anioł… i jak usłyszy „w taki sposób” lub „o takich rzeczach” to mu skrzydła sczernieją. Nieważne, że wcześniej przysięga, że Krzyż, że Biblia, że proces, w którym „stawka” (fatalne słowo, ale trafne) to moje zbawienie. „Bo co ksiądz sobie o mnie pomyśli”?
Te tischnerowskie prawdy wróciły do mnie kilka dni temu. W małym gronie kanonistów omawialiśmy skomplikowaną kwestię ewentualności prowadzenia procesu o nieważność wyroku i dekretu ratyfikacyjnego tej samej sprawy. Strona powodowa bowiem – wcześniej składając przysięgę na prawdomówność – zeznała nieprawdę, wprowadzając w błąd sądy obu instancji co do adresu strony pozwanej, tym samym pozbawiając ją prawa do obrony i udziału w procesie. Pomijając kwestie prawno-procesowe postępowania o querela nullitatis nie sposób zadać sobie fundamentalnego pytania z płaszczyzny wiary, czy wyrok uzyskany za cenę kłamstw przyniesie ten upragniony pokój sumienia? Czy przyjmując po tym „już drugim ślubie” Pana Jezusa w Komunii Świętej – jakby nie patrząc tym samym językiem, który wcześniej kłamał w procesie – sprawię, że moje serce, które ma być dla Niego mieszkaniem, będzie tym godnym, wyczekiwanym przez Niego miejscem?
Proces o „unieważnienie małżeństwa” ma swoją specyfikę i często gatunek użytych słów może mieć fundamentalne znaczenie. Na to powinien uczciwie zwrócić uwagę adwokat, pełnomocnik czy inny kanonista pomagający stronom w procesie. Nigdy jednak za cenę prawdy! Osoby mogą mylić „różnice charakteru” z kanoniczną niezdolnością określoną np. w kan. 1095 KPK. Trudno jednak mylić prawdę z kłamstwem. Na wykładach z norm generalnych prawa kanonicznego, które prowadziłem, wymagałem od studentów znajomości prawniczych terminów subrebcja i obrebcja (kan. 63 KPK – dla zainteresowanych-ambitnych) nie po to, aby wkuć je na pamięć, ale po to, aby stosować je w życiu.
Pamiętam sprzed lat pewną powódkę, której pomagałem w procesie o nieważność małżeństwa. Polecona mojej opiece prawnej przez księdza-kolegę, który zaklinał się że „ta pani to świętsza od papieża i taka biedna bo mąż-sadysta ją zostawił”. Mając słowa kolegi-księdza w pamięci i zgoła odmienny obraz rzeczywistości procesowej na pierwszym spotkaniu, jasno wyraziłem konieczność absolutnej szczerości wobec siebie. Pani zaklinała się na wszystkie świętości, że ona „to tylko prawdę przedstawi”. Po ponad dwóch latach otrzymałem wyrok bazujący na „tych prawdach” – oczywiście negatywny. Kłamstwa goniły kłamstwa i jeszcze kłamstwami się poganiały. Zaszokowany sięgnąłem do akt procesowych. Dokumenty na nieszczerość tej pani były miażdżące.
Nie wiem, na ile te moje refleksje przydadzą się tym, którzy są już po procesach (tych cywilnych, czy kościelnych, czy obu) lub przynajmniej po przesłuchaniach. Mogą być zapewne pomocne tym, którzy je rozpoczynają lub o nich myślą. Bądźcie szczerzy! I to do bólu. Adwokat, kanonista, sędzia, ksiądz – oni się nie obrażą – zapewniam. Tylko szczerość gwarantuje sukces w sprawie i wewnętrzne, pełne pokoju przekonanie, że wyrok sądu kościelnego, który będziecie trzymać w ręce, to będzie jak mówił ks. Józef Tischner „święta prawda” lub przynajmniej „tyż prawda”. A to, co zbuduje się na kłamstwach, nie będzie niczym innym, jak „gówno prawda”.

Może i to Cię zainteresuje...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *