Dlaczego to tyle trwa? Strasznie się denerwuję… I to czekanie…

https://suprema-lex.com.pl/wp-content/uploads/2016/11/zegar.jpg

Takie słowa słyszę w swojej pracy bardzo często, usłyszałem je także dziś, co bezpośrednio zainspirowało mnie do napisania kilku refleksji na ich temat. Słowa te bowiem niosą za sobą wiele treści, przekazują emocje, wyrażają oczekiwania. Czasem są odzwierciedleniem ludzkich pragnień i dramatów, w innych przypadkach zawierają w sobie brak zrozumienia dla pracy sądowej, jeszcze w innych obnażają trudności, na jakie napotykają ci, którzy decydują się na samodzielne prowadzenie swoich skomplikowanych spraw w sądzie. Jednak w żadnych z tych przypadków słowa te nie mogą być zignorowane.

Jest zrozumiałe, że procesowi o stwierdzenie nieważności małżeństwa zawsze towarzyszy lęk i niepewność. Dlatego każdy chciałby mieć to jak najszybciej za sobą i znać już prawdę, która może zaważyć na całej jego przyszłości.  Zatem czeka i każdego dnia niecierpliwie zagląda do skrzynki pocztowej. Jest to szczególnie trudne, gdy czasem całymi miesiącami nie mamy pojęcia, co się dzieje z naszą sprawą, a próby uzyskania jakichkolwiek informacji spełzają na niczym.

Trzeba jednak uświadomić sobie banalną prawdę, że również w procesie o „rozwód kościelny” szybko nie zawsze znaczy dobrze. Owszem, zwłaszcza po tym, jak papież Franciszek nakazał „przyspieszenie procedur”, oczekiwania w tym względzie zaczęły rosnąć do granic zdrowego rozsądku. A medialne doniesienie o 45 dniach dla uzyskania „unieważnienia małżeństwa” rozbudziły nadzieje tych, których nerwy sięgają zenitu. Nie od parady jednak stare przysłowie mówi, że „gdy się człowiek spieszy to się diabeł cieszy”. Procedura o nieważność małżeństwa z natury swojej wymaga czasu, i to zarówno pod względem formalnym, jak i z racji czasu koniecznego na decydowanie w sprawach zbawienia człowieka. Trzeba ponadto mieć na uwadze, że nie zawsze przedłużająca się procedura jest wynikiem opieszałości sądu. Tak też oczywiście może się zdarzyć, ale wówczas należy wiedzieć, jak mądrze i roztropnie interweniować. Często jednak bywa i tak, że to same strony lub ich świadkowie, nieco zagubione w gąszczu kościelnych procesów, mniej lub bardziej świadomie przyczyniają się do tego, ile to wszystko trwa. Denerwują się i za całe zło obwiniają wszystkich dookoła, zamiast po prostu poprosić o pomoc. Albo proszą wówczas, gdy o pomoc jest już zbyt późno… Wtedy mianowicie, gdy mleko już się rozlało, o czym pisałem w jednym ze swoich wcześniejszych postów. Dlatego zamiast czekać, nie bójmy się działać, ale jednocześnie w działaniu tym bądźmy roztropni.

Może i to Cię zainteresuje...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *